b

b

-

-

fredag 14 juni 2013

Min trädgård, min medicin / Mój ogród, moje lekarstwo





If you want to be happy for a day - drink a bottle of wine. If you want to be happy for a month - find yourself a woman. If you want to be happy for all your life - make yourself a garden.  – Kinesiskt ordspråk / chińskie przysłowie



Jag hade alltid ett starkt förhållande till en trädgård. I början var det mest köksträdgård. Man var bara tvungen att odla egna grönsaker för att få mat och vara frisk… Rabatterna fyllda med bönor, ärtor, morötter, rödbetor, palsternackor, olika kål och vad det nu var… det var mycket att så, plantera, gallra, rensa ogräs, skörda, bevara… och vattna… särskilt torra somrarna fick man springa med kannor (det var förbjudet att använda kommunalvatten, så man hade tunnor med regnvatten) istället för att springa med kompisarna någonstans… jag var i tonåren då… Sur som ett äpple, när mamma sa nej till några aktiviteter ute med vänner, för ogräsens skull… ja… Idag uppskattar jag det och det är synd att jag inte kan ringa och säga det till henne…


Och det var blommor i trädgården... Massor, överallt, i alla möjliga färger… de bara ploppade upp under fruktträd, vid staketet, mellan rabatterna och omringade färgglatt allt det gröna och ätbara… Tror att mamma planerade det så… att blanda lite nöje i… njuta mellan varven… Att fråga är försent. Hon gick bort för länge sen. Juni är den månad när hon föddes… och kanske därför junis dofter och färger väcker så mycket minnen… 


Det skulle vara om trädgården, men blev lite sentimentalt…


Ja… det har vi alla, sådana känslodrypande stunder…



I min stadsråtta period var det inte mycket trädgård… Några blomkrukor, snittblommor i vas och en kolumn i tidningen att ta hand om och den handlande bland annat om växter... 


Mitt svenska liv dessutom är ett trädgårdsliv med allt vad det innebär. Inte mycket för köksträdgård, men det förekommer lite här och var av det ätbara. I år har jag även körsbärstomater :). För det mesta är jag/vi omringade av olika träd, blommande buskar och hundratals blommor. Mitt i det hela är damm med växter och fiskar.


Just nu tar trädgården mycket, men den ger oerhört mycket tillbaka och för en fotoamatör ännu mer :).

Det är mycket i blom just nu och hårddisk börjar bli full. Det är omöjligt att publicera allt men det blir mycket växter och makro fram över… särskilt på sommaren… 


Ja, trädgården är för mig en oändlig källa för fotomotiv året om, men inte bara det. Hittade mig själv tillbaka efter cancer… trädgårdsarbete är bättre än ett gympass… jag njuter av färger, dofter, ljuset, frihet…


Just nu tack vare tekniken kan jag ”fixa” bloggen ute i trädgården… jag flyttade ut helt enkelt… skulle gärna även sova ute, om myggorna varit snällare… ;)










***

Nie umiem pisać blogga dwujęzycznie... Staram się, naprawdę, ale kiedy piszę po polsku, to myślę po polsku i myślę o was, Polakach, którzy wpadają tu na chwilę... Z Polski czy nie. Nie ma znaczenia. Post jest polski...


Kiedy piszę po szwedzku, to myślę po szwedzku... „Zeszwedziałam” zgodnie ze starą zasadą, że skoro między wrony itd...

Piszę to, co czuję i chcę w danej chwili... Czasem tłumaczę z polskiego na szwedzki, a czasem odwrotnie...

Ale pomyślcie sami, czy można tak po prostu przetłumaczyć „Pamiętajcie o ogrodach...” To wyzwanie dla poety, a ja zwykły zjadacz chleba?

Niebieskożółty to piękny świat, podobnie jak białoczerwony... Te światy, choć piękne i wcale nie tak odległe, są jednak bardzo różne... i języki różne... i uczucia... 


I ogrody...


W moim ogrodzie trochę namieszałam i trochę jeszcze pomieszam... Ogród jest mój, jest lekarstwem, źródłem, motywem... bogactwem... wymaga pracy i wysiłku, ale też ogromnie dużo daje... O tym napisałam też po szwedzku powyżej...


Czyli jeszcze jeden ogrodowy post :)


































torsdag 13 juni 2013

I min trädgård... / W moim ogrodzie...


Idag är det bara polskt inlägg om trädgården, känslor och saknaden då och då... Idag skriver jag om min blågula hem och hur mycket jag älskar den :)

Från youtube  kan ni höra en poetisk polsk sång om en trädgård... en källa... 




***

Obiecałam kilka postów wcześniej, że napiszę więcej po polsku... o moim ogrodzie i fotografowaniu...

Pięknie i sugestywnie o ogrodach pisze Megi... Tak ładnie nie potrafię, ale bardzo chcę się z wami podzielić moim ogrodem...

Niemal zawsze, kiedy myślę o ogrodzie towarzyszy mi stara piękna piosenka Jonasza Kofty. Była moim marzeniem o ogrodzie, gdy wokół straszył jedynie beton...






Kroplą pamięci, nicią pajęczą, zapachem bzu... 

Moje bzy w tym roku kwitły wyjątkowo długo i wyjątkowo pięknie. Te bzy przywołują wspomnienia, wywołują tęsknotę... 

To prawda, czasem tęsknię i ogromnie żałuję, że nasze, Polaków, drogi są tak ogromnie poplątane...
a czasem tak trudne, że jedynym wyjściem, aby żyć jest wieczna wędrówka... 


Była sobota, za oknem świt i Warszawa kaszlnęła miarowo... StenaLine zabrała mnie do innego ogrodu... Mojemu dziecku chciałam dać coś więcej niż tylko nadzieję... 
Mojemu dziecku tak naprawdę uratowałam życie, gdybym wahała się kilka tygodni dłużej, rak odniósłby zwycięstwo...
Moje dziecko, dorosłe dzisiaj, próbuje odnaleźć swój ogród, a ja kocham ten niebieskożółty i moje bzy.

Stokrotka polna zdobi mój trawnik, w jednym rogu między egzotycznymi magnoliami pozwoliłam zostać jak najbardziej dzikiemu ostowi, rumianek i maki polne kwitną sobie tam, gdzie się posieją, u stóp starej róży rośnie pietruszka i konwalie, inne róże tworzą kolorową mieszankę z lawendą i goździkami...

Niebieskie orliki i żółte maki  kwitną na zmianę z orlikami różowymi i różowymi tulipanami... 

Niezapominajki i naparstnice "rządzą się" same... 

Czosnek  niedźwiedzi kwitnie pod drzewami...

Wcześnie wiosną pojawiają się śnieżynki i tęcza krokusów i cały sezon coś tam sobie kwitnie i cieszy kolorami do ostatnich jesiennych astrów i pluskwicy, która czasem kwitnie nawet i w listopadzie i pachnie nieziemsko...

Dokupuję, dosiewam, dosadzam każdego roku coś innego. Czasem się uda, czasem trzeba trochę powalczyć. W tym roku czekam między innymi na maciejkę i roślinkę z rodziny psiankowatych, zwaną tu orchideą biedaków lub kwiatem motyli.

All you need is weed... jest mottem u Megi. 
Dziko rosnące rośliny z jakiegoś nieodgadnionego powodu nazwano chwastami... Jakże niesprawiedliwie...

Mój dumnie sterczący ost wzbudza różne reakcje..., ale w moim ogrodzie bzyczą bąki i pszczoły, osy mają swój dom, motyle i ważki tańczą całe lato, w stawku pomiędzy liljami mieszkają żaby i salamandry, jaszczurki zadziwiają moje koty, padalec łowi tu od czasu do czasu, a niemal w każdym krzaczysku i na drzewach mieszkają ptaki... Mam pełne ręce roboty w czasie wylęgów, bo moje kocury chętnie chrupnęłyby niejednego malucha... ;)

Chyba nigdy nie zaczęłabym fotografować, gdyby nie mój ogród...
Zachwyciły mnie bąki wiosną i to one  były moimi pierwszymi modelami...
Być może to z miłości do bąków zrodziła się miłość do zdję
ć.